Comfort food

Comfort food czyli po naszemu kojące jedzenie lub jedzenie pocieszające. Jedzenie, które przynosi nam ukojenie, spokój i po prostu szczęście. Najczęściej jest to jedzenie, które smakuje jak z czasów naszego dzieciństwa lub mocno kaloryczne czyli takie, na które nie pozwalamy sobie często. 

Nigella Lowson jedna z moich ulubionych autorek kulinarnych często używa określenia "It's such a comfort!". Uwielbiam to! Oczywiście dla każdego takie jedzenie może oznaczać coś innego. Jedni wybiorą czekoladę lub wielki kawałek słodkiego ciasta inni pizzę a jeszcze inni jak ja ziemniaki lub makarony. Dajcie znać w komentarzach czym dla Was jest comfort food? 

Dla mnie comfort food to zdecydowania wszelkie dania z ziemniaków od placków ziemniaczanych (najlepiej ze śmietaną, czerwoną cebulką, koperkiem i cytryną np. takich jak w tym poście) przez tradycyjne w Małopolsce danie "prażone" po frytki lub po prostu opiekane ziemniaki z piekarnika. Uwielbiam wszystko co można zrobić z ziemniaków. To wspaniałe warzywo.  Btw jedliście kiedyś pizzę z ziemniakami? Jeśli nie to odsyłam do tego przepisu

Do dzisiaj pamiętam smak ziemniaków z ogniska z masłem i solą. Będąc dziećmi zjadaliśmy je trzymając w rękach, które już po chwili były całe czarne, my zresztą też. Wychowałam się na wsi, wujek zza płotu miał niewielkie gospodarstwo i hodował różne zwierzęta w tym między innymi świnie. W wielkim parowniku przygotowywał im ziemniaki. Jak te ziemniaki smakowały. Kuzyn przynosił czasem z domu masło i sól. Wyobraźcie sobie bandę dzieciaków biegających po łąkach przez całe popołudnie, nikt wtedy nie myślał o jedzeniu.  I nagle zapach tych ziemniaków. Były wtedy prawdziwym rarytasem. Zjadaliśmy je brudnymi rękami i popijaliśmy mlekiem, oranżadą lub wodą gazowaną ze szklanych butelek. To były wspaniałe czasy. Miałam dzieciństwo podobne do tego jakie jest opisane w książce  Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren. Pływaliśmy sami (bez rodziców) łódką po stawach, bawiliśmy się w podchody do późnych godzin wieczornych, jedliśmy obiady w domu w którym akurat trwała zabawa. W ziemie jeździliśmy po zamarzniętych stawach na łyżwach i budowaliśmy igloo. Czasem ktoś wpadł do przerębli, biegł wtedy szybko do domu, przebierał się i wracał. Miałam świetne dzieciństwo. Jestem prawdziwą szczęściara pod tym względem. 


Wracając do comfort food. Właśnie rozmawiałam z mamą i mówię jej że wpadnę do nich po pracy razem z chłopcami. Na co mama mówi: super tata robi właśnie pieczone ziemniaki a ja makaron z pesto i suszonymi pomidorami. 






Brak komentarzy

Publikowanie komentarza