Jesienne przesilenie

Listopad przyniósł mi załamanie nastroju.  Nie sądziłam, że aż tak bardzo odczuję zmianę pory roku i jesienną szarugę. Pierwsze dni, gdy za oknem zaczęło się robić ciemno niewiele po 16 były najgorsze. Mój organizm dostał sygnał: jest ciemno - czas spać. I tak też miałam ochotę zrobić. Jakoś ogarniałam rzeczywistość, ale ok 20 byłam już z dziećmi w łóżku. Czytałam im bajkę i zasypiałam wcześniej od nich. Odpływałam zupełnie a szlafrok to jedno z moich ulubionych ubrań ostatnich tygodni. Mam nadzieję, że to tylko jesienne przesilenie skumulowane z PMSem, ale na wszelki wypadek zrobię sobie badania, by zobaczyć czy napewno wszystko jest ok. 



Niestety przerwałam praktykę jogi w studio i być może to jedna z przyczyn mojej słabszej kondycji. Zrezygnowałam z grupowych zajęć z uwagi na pandemię. Staram się kontakty społeczne ograniczyć tylko do tych koniecznych. Czy wytrzymam? Nie wiem, bo widzę, że bardzo mi tego brakuje. Praktyka w domu jednak nie jest tym samym i nie daje mi tyle energii. 

Wracając do weekendu, wybraliśmy się dzisiaj w góry do Wisły. Być może to ostatni tak ciepły weekend w tym roku. Przeszliśmy ok. 8 kilometrów (w tym mocniejsze podejścia). Chłopcy dali radę. Tylko pod koniec troszkę ponarzekali, ale generalnie nie tracili tempa. To świetna wiadomość, bo możemy zacząć planować poważniejsze trasy w przyszłości. 











W sobotę zrobiłam z chłopcami ciastka jeżyki. Przepis jest banalnie prosty. 

- pół kostki masła
- pół szklanki cukru 
- 4 łyżki płynnego miodu 
- 2 łyżki ciemnego kakao 
- 4 szklanki płatków kukurydzianych 

Masło roztopić  w garnku, dodać pozostałe składniki. Wymieszać i gotować na małym ogniu, aż cukier się dobrze rozpuści. Wsypać płatki kukurydziane i wymieszać. Nakładać na tacę tworząc małe kulki lub do papierowych foremek. Jeść po wystygnięciu. 






Brak komentarzy

Publikowanie komentarza