Weekendowe kontrasty

Weekend zaczęłam od rozstania z moimi chłopakami. Sebastian pojechał do Zakopanego z kolegami (S. od wielu lat działa lokalnie w sporcie i ten wyjazd służbowo-towarzyski staje się już jego coroczną tradycją), dzieci nocowały u moich rodziców a ja byłam umówiona ze swoimi znajomymi. To był udany wieczór i noc. Wróciłam do domu naprawdę późno w nocy. W sobotę rano wstałam, chwilę pracowałam a później pojechałam na warsztaty:
"Stylizacja sylwetki. Jak dobrze wyglądać w biznesie?" organizowane przez KobietON - nieformalną grupę dziewczyn z pasją. Brawa dla dziewczyn za inicjatywę i zaangażowanie. Zdecydowanie brakuje takich wydarzeń w Oświęcimiu. 

Po warsztatach pojechałam do rodziców i zostałam tam na noc. Emil razem z moim tatą przynieśli ze strychu moją ulubioną grę z dzieciństwa. "Pułapka na myszy” była grą tego weekendu. Nie wiem, czy Emil miał większą frajdę z grania, czy ja. W niedzielę po śniadaniu poszliśmy na spacer, a po południu wróciliśmy do siebie. Chłopcy cieszyli się z powrotu taty i nowych zabawek, które przywiózł im z Zakopanego. Na kolację były oczywiście oscypki z żurawiną prosto z Bacówki.









Niedziela bez makijażu. Szpilki zmienione na kalosze. Weekendowe kontrasty. Samo życie.  







Wieczorem, gdy chłopcy zasnęli, usiadłam w końcu na kanapie z maską na twarzy. To chyba ostatni taki trochę zwariowany weekend w tym roku. Dzisiaj odpuszczam wieczorną prac i zabieram do łóżka książkę. Mam nadzieję, że mieliście udany weekend. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz