Rękodzieła

Wczorajszy poranek należał do jednych z najcięższych w ostatnich tygodniach. Chodzi mi o współpracę chłopców w kwestii porannego mycia się i ubierania. Był problem z dobudzeniem ich, wstaniem z łóżka, myciem się, ubieraniem. Nie ta pasta, nie ta bluzka, nie te spodnie, nie ta kurtka. Zdecydowanie mieli zły nastrój. Borys chodzi do tej pory w jesiennych rzeczach i nie chce nawet słyszeć o zimowych ubraniach. Apogeum było w momencie wyjścia z mieszkania. Chłopcy kłócili się o wszystko, w tym i o to, kto ma zgasić światło, aż w końcu zaczęli oboje tak bardzo płakać, że nie wiedziałam jak ich uspokoić. Stwierdziłam głośno, że ja wychodzę z domu a oni mogą zostać i nadal płakać. Płacz przeniósł się do samochodu. Dopiero w połowie drogi do przedszkola uspokoili się, bo zaciekawiała ich jadąca przed nami śmieciarka. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę o całym zdarzeniu i chłopcy śmiali się z tego. Gdy wysiedliśmy z samochodu, dostałam po buziaku. Zdarza się, że w takich momentach mam ochotę zniknąć na chwilę, szczególnie gdy mijają nas sąsiedzi lub obcy ludzie. Zdarza się, że nikt nie komentuje, ale zdarza się też, że ktoś coś rzuci pod nosem na temat wychowania lub zagada do chłopców. Niestety na nich działa to, jak płachta na byka.

Na szczęście popołudnie było już dużo spokojniejsze. Pisaliśmy listy do Mikołaja i rysowaliśmy. Każdy z nich ma swój ulubiony kolor. Borys najchętniej wszystko maluje niebieską kredką a Emil czerwoną. Mamy w domu dziesiątki kolorowanek, gazetek i naklejek. Zakup tych rzeczy powinien mieć chyba osobną kategorię w domowym budżecie. Uwielbiam ten czas z dziećmi.




Wieczorem chłopcy szybko zasnęli, a  ja razem z nimi. Przesilenie jesienne i zmiana czasu robią swoje. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz